Fotografka rodzinna w świecie wyzwań – dlaczego miniony rok był moją najważniejszą lekcją?
- 5 sty
- 2 minut(y) czytania

Mówi się, że każdy rok to nowa kartka, ale ten miniony był dla mnie raczej grubą, wymagającą księgą. Jeśli miałabym go podsumować jednym zdaniem: był to jeden z trudniejszych etapów w moim życiu.
Jako fotografka rodzinna, powrót do pracy po długiej nieobecności odczułam bardzo mocno. Aparat w dłoniach ważył jakby więcej, a oko musiało na nowo nauczyć się szukać światła. Jednak mimo trudności, był to rok cudowny dzięki ludziom, których spotkałam. Poznałam wiele wspaniałych rodzin – zarówno tych, które dopiero się tworzyły przy narodzinach maluszka, jak i tych z bogatą historią. Każda z tych opowieści była wyjątkowa. Dziękuję Wam za zaufanie. 🤍
Ogromnym krokiem milowym były warsztaty u Ani Wibig – czołowej fotografki narodzin, która nauczyła mnie nowej wrażliwości. Równie przełomowe były warsztaty u Ani i Krzysia Kisałów. Droga do nich była wyjątkowo kręta: mąż zerwał ścięgno Achillesa, nagle nie miał mnie kto zawieźć, a pod opieką miałam wtedy 11-miesięczną córeczkę. Mimo tych kłód pod nogami – udało się! To był cudowny czas, który pozwolił mi poukładać wiedzę i dał świeże spojrzenie na fotografię.


Ten rok był jednak ciężki nie tylko zawodowo, ale i psychologicznie.
Moja córka wyprowadziła się do innego miasta, by podążać za marzeniami o piłce nożnej. Codziennie o niej myślę i jest mi ciężko bez niej. Dopiero gdy przyjeżdża i mam wszystkie moje dzieci obok, czuję się naprawdę bezpiecznie.
Wiele sił kosztowała mnie też sytuacja w szkole młodszego syna. Przez atmosferę tam panującą, bałam się odbierać go ze szkoły, drżąc przed kolejnym atakiem ze strony wychowawczyni. Zmiana szkoły była najlepszą decyzją – syn w końcu jest rozumiany i lubi się uczyć. To tam wyszło, dlaczego ma problemy z koncentracją. Jesteśmy w trakcie diagnoz ADHD u obu synów. Zgłębiając ten temat, odkryłam, że prawdopodobnie sama też mam ADHD. Dziś potrafię to przekuć w walor, który pozwala mi na wyjątkowe, niezwykle czujne spojrzenie w fotografii.


Ten rok przyniósł mi bolesne przyniósł mi bolesne potwierdzenie: jedyną osobą, na którą naprawdę mogę liczyć, jestem ja sama. To cholernie przykre, bo choć nigdy nie prosiłam o pomoc, uważając dzieci za swój wyłączny obowiązek, dziś wiem, że w tym wszystkim stoję solo.
Ale wiecie co? Okazało się, że to wystarczy. Bo ja – ta sama, która bała się powrotu do pasji i mierzyła z domowymi trudnościami – świetnie daję sobie radę. Wchodzę w nowy rok z podniesioną głową. Nie jako ofiara okoliczności, ale jako kobieta, która przetrwała sztorm i sama wyznacza swój kurs. Jestem silniejsza, bardziej świadoma siebie i gotowa na każdy kadr, który przyniesie życie.
Do zobaczenia przed obiektywem! 📸
.png)



Komentarze