Sesja noworodkowa lifestyle Warszawa – Filipek
- 8 cze
- 2 minut(y) czytania

Kiedy Ania napisała do mnie po raz pierwszy, w jej wiadomości czuć było spore obawy. „Czy na sesję noworodkową nie jest już za późno? Filipek lada moment kończy miesiąc... No i jesteśmy w trakcie przeprowadzki, nie wiem, czy warunki w mieszkaniu będą odpowiednie” – pytała.
Doskonale rozumiem te matczyne dylematy. Pierwsze tygodnie z maluszkiem to totalny rollercoaster, a wizja sesji fotograficznej pośrodku przeprowadzkowych kartonów w starym mieszkaniu może stresować. Moja odpowiedź była jednak krótka: „Damy radę, bez obaw! Najważniejsi jesteście Wy i Wasza bliskość”.
Gdy przekroczyłam próg ich mieszkania, okazało się, że obawy były zupełnie niepotrzebne. Trafiłam do wnętrza, które idealnie wpisało się w klimat naturalnego lifestyle'u. Przestrzeń była przepięknie doświetlone naturalnym światłem, a stonowana, ciepła kolorystyka – pełna miękkich beżów, brązów, bieli i delikatnych szarości – stworzyła wyjątkowe, spokojne tło dla kadrów. Te zdjęcia zyskały też dodatkową wartość: stały się piękną pamiątką z miejsca, które lada moment mieli opuścić.
Byliśmy tam tylko we trójkę – Ania, her mąż i ich maleńki cud. No, może w czwórkę, bo bardzo szybko dołączył do nas... wyjątkowy asystent. Filipek, który dokładnie w dniu naszej sesji świętował swój pierwszy miesiąc na świecie, okazał się małym wrażliwcem i potrzebował tego dnia szczególnego ukojenia. I tak oto głównym bohaterem drugiego planu stała się włączona suszarka do włosów!

To przy jej jednostajnym szumie mały Filip czuł się najbezpieczniej, wtulał się w rodziców i słodko zasypiał. Żeby nie burzyć tego spokoju i nie ryzykować pobudki, podjęłam strategiczną decyzję – nie rywalizuję z szumem! Przez większość sesji prawie się nie odzywałam, żeby nie przekrzykiwać suszarki. Porozumiewałam się z rodzicami bez słów, skupiając się wyłącznie na łapaniu momentów.
I wiecie co? Ta cisza miała w sobie niezwykłą magię. Pozwoliła Ani i jej mężowi całkowicie odciąć się od świata i skupić wyłącznie na sobie i synku. Zamiast pozowania i sztucznych uśmiechów, była po prostu czysta, czuła codzienność.

Ta sesja to dla mnie idealny dowód na to, że:
Miesięczny maluszek to wciąż genialny czas na piękne, naturalne kadry noworodkowe – nie musicie się spieszyć w pierwszych dniach po porodzie!
Nie potrzebujecie idealnie urządzonych, "katalogowych" wnętrz – Wasza bliskość, sentyment do miejsca i dobre światło zawsze zrobią całą robotę.
Nie ma sytuacji bez wyjścia. Dobry fotograf dopasuje się do rytmu Waszego dziecka (nawet jeśli oznacza to sesję w rytmie szumu suszarki!).
Aniu, dziękuję Wam za zaufanie, ciepłe przyjęcie i za to, że mogłam uwiecznić dla Was te ostatnie, tak ważne chwile w Waszym starym domu, tuż przed rozpoczęciem nowego rozdziału!
Podoba Ci się taka naturalna pamiątka? Zobacz moją [Ofertę sesji noworodkowych]






















.png)



Komentarze