Historia sesji noworodkowej Witusia na Bemowie
To była jedna z tych sesji, po których wychodzę z domu z uśmiechem. ❤️
Od początku było w niej coś wyjątkowego. Piękny, słoneczny dzień, cudowna atmosfera, wspaniała energia i rodzina, w której naprawdę czuło się dużo bliskości.
Poznałam tego dnia Witusia, jego rodziców i dwuletniego Henia – starszego brata, który zdecydowanie miał własny pomysł na to, jak powinna wyglądać sesja. 😉
Uwielbiam takie sesje.

Przy starszym rodzeństwie nie da się niczego zaplanować
Kiedy na sesji pojawia się dwulatek, mogę mieć w głowie milion pomysłów na zdjęcia… ale bardzo szybko okazuje się, że to właśnie dziecko decyduje, które z nich uda się zrobić. 😄
I właśnie to jest w tym najpiękniejsze.
Przy starszym rodzeństwie absolutnie niczego nie da się do końca zaplanować. Trzeba iść na żywioł. Obserwować. Reagować na każdy pomysł malucha. Czasami odpuścić zdjęcie, które miałam w głowie, żeby za chwilę zrobić zupełnie inne – i często właśnie to zupełnie nieplanowane okazuje się moim ulubionym.
Henio był cudowny. Energiczny, ciekawy i pełen własnych pomysłów.
A my po prostu za nimi podążaliśmy.
Raz przytulił brata, za chwilę chciał gdzieś pobiec, potem pojawiał się kolejny pomysł… I właśnie z takich chwil powstają prawdziwe rodzinne zdjęcia.
Bez ustawiania dzieci w odpowiednich miejscach.
Bez proszenia ich przez pięć minut, żeby spojrzały w aparat.
Bez oczekiwania, że dwulatek będzie współpracował według naszego planu.

A Wituś?
Wituś był dla odmiany niezwykle spokojny. Przespał prawie całą sesję. ❤️
Dzięki temu mogliśmy spokojnie zatrzymać te wszystkie maleńkie szczegóły – jego dłonie, stópki, spokojną buzię i przede wszystkim bliskość z rodzicami i starszym bratem.
W połączeniu z energią Henia wyszła z tego naprawdę piękna mieszanka.
Trochę spokoju.
Trochę chaosu.
Dużo śmiechu.
Jeszcze więcej czułości.
Czyli po prostu życie z dwójką dzieci.

Piękny dom i jeszcze piękniejsza atmosfera
Bardzo podobało mi się również mieszkanie, w którym się spotkaliśmy. Było pięknie przygotowane do sesji, jasne i pełne naturalnego światła, które tego dnia dodatkowo zrobiło swoją magię.
Ale nawet najpiękniejsze wnętrze nie stworzy takiej atmosfery, jeśli nie ma w nim emocji.
A tutaj ich zdecydowanie nie brakowało.
Była bliskość rodziców, pierwsze chwile Witusia z bratem, energia Henia i ta wyjątkowa atmosfera, którą trudno zaplanować albo wyreżyserować.
Można jedynie ją zauważyć i zatrzymać.
I nagle okazuje się, że mamy mnóstwo zdjęć
Po tej sesji miałam naprawdę spory problem z wyborem zdjęć.
Powstało ich tak dużo i tak wiele z nich było dla mnie pięknych, że trudno było zdecydować, które powinny znaleźć się w galerii.
Bo jak wybrać tylko kilka, kiedy każde pokazuje coś innego?
Tutaj Henio przytula brata.
Tutaj rodzice patrzą na swoje dzieci.
Tutaj Wituś spokojnie śpi.
A tutaj Henio właśnie robi coś, czego absolutnie nie planowaliśmy. 😉
I chyba właśnie za to najbardziej lubię sesje rodzinne ze starszym rodzeństwem.
Nigdy nie wiem dokładnie, co się wydarzy.
I właśnie dlatego te zdjęcia są prawdziwe.
Nie idealnie zaplanowane.
Nie wyreżyserowane.
Tylko Wasze.
Takie, jakie naprawdę jesteście w tym momencie swojego życia.
Bardzo się cieszę, że mogłam zatrzymać dla Was kawałek tego pięknego początku Waszej wspólnej historii. 🤍
Jeśli Ty również marzysz o uwiecznieniu początku tej wyjątkowej historii zajrzyj na SESJA NOWORODKOWA W DOMU

























Komentarze